Wyścigi
Скачать
Начало книги
Miecio ględził brednie straszliwe.
– Mieciu, przestań – poprosiłam grzecznie. – Bo cię gwizdnę w to głupie ucho i zrobię ci coś złego. Nie mogę tego słuchać!
Jurek, mój powinowaty, odwrócił się w fotelu przede mną.
– Ty, słuchaj, czy on jest normalny? – spytał podejrzliwym szeptem.
– Kto?
– Ten. No, ten. Co tu siedział…
Miecio oddalał się właśnie, radośnie chichocząc.
– Nie – powiedziałam stanowczo. – To znaczy w życiu prywatnym owszem, ale tu go opada aberracja umysłowa. Słyszałeś przecież.
Jurek pokręcił głową ze zgorszeniem i zarazem podziwem, widocznie rozmiar mieciowej aberracji wydał mu się imponujący, po czym odwrócił się ku szybie. Pan Marian wylał herbatę częściowo sobie na buty, a częściowo na program i lornetkę i natrętnie domagał się ścierki. Przyszła pani Jadzia i wytarła parapet, wyrażając mu pobłażliwe współczucie.
Siedziałam na swoim miejscu zła jak piorun i usiłowałam wzbudzić w sobie chociaż odrobinę chęci działania. Powinnam iść do dyrektora i powiedzieć mu, co widziałam, i nawet miałam na to ochotę przed gonitwami, ale dyrektora wtedy jeszcze nie było, a teraz przeszło mi radykalnie. Niezwykłe i podejrzane zjawisko całkowicie przestało mnie obchodzić, musiałam najpierw pogodzić się z własnym skretynieniem i opanować furię na siebie samą. Wiedziałam przecież, ze w tej pierwszej gonitwie do głowy, że widzę Derczyka, gdyby nie jego wyjątkowa aparycja. Był mianowicie nieziemsko rudy i przeraźliwie piegowaty, przy czym rudość była tak jaskrawa, że oczy bolały patrzeć. W słońcu jego pokryta obfitymi loczkami głowa lśniła niczym latarnia i dostatecznie często oglądałam ten widok, żeby go dokładnie zapamiętać.
- Жанр
- Детективы
- Язык
- pl
- Размер FB2
- 552,0 КБ
- Добавлена